Skip to content
Menu
Koło Ziemi Wieleńskiej TPPW
  • Strona główna
  • Bitwy
    • Bitwa o Rosko
    • Bitwa o Wrzeszczynę
  • Jednodniówka
  • Biogramy powstańców
  • Działania TPPW
  • Galeria
  • Informacje
Koło Ziemi Wieleńskiej TPPW

Bitwa o Rosko

5 lutego 1919 roku z samego rana artyleria niemiecka rozpoczęła ostrzeliwanie wsi Rosko, przez co ucierpiała ludność cywilna, natomiast powstańcy nie ponieśli żadnych strat. Niemiecki ostrzał artyleryjski był sygnałem przygotowania ponownego uderzenia, dlatego Zdzisław Orłowski zasilił oddział Czesława Huberta dodatkowymi powstańcami. Dnia 7 lutego 1919 roku wojska niemieckie pod osłoną ognia artyleryjskiego ruszyły z kierunku Wielenia na Wrzeszczynę. Przewaga liczebna i ogniowa była tak wielka, że powstańcy już po godzinnej walce musieli się wycofać z Wrzeszczyny do Roska. Jak podaje Zdzisław Orłowski przewaga niemiecka była olbrzymia, co potwierdziły później zeznania jeńców niemieckich. Potwierdzili oni, że w natarciu uczestniczyły 3 bataliony piechoty, jedna czterodziałowa bateria artylerii, oddział miotaczy min oraz oddział gospodarczy. Był to korpus ,,Freicorps Bredow” – w sumie około 2000 ludzi.

Dowódca odcinka czarnkowskiego Zdzisław Orłowski stwierdza, że przeciwstawienie się powstańców tak silnemu nieprzyjacielowi nie dawało żadnych szans powodzenia. Okazało się jednak, że wystąpiły dla powstańców okoliczności, które dawały pewne szanse podjęcia zwycięskiej walki, a mianowicie:

– główne siły niemieckie zostały rozciągnięte w kolumnach marszowych   z artylerią ze swoimi sześciokonnymi zaprzęgami na długości 0,5 km, a rozwinięcie tych oddziałów w odpowiednie szyki bojowe było utrudnione, gdyż z jednej strony mieli wielkie lasy, do których bali się wkroczyć, z drugiej zaś strony rozwinięcie ograniczała rzeka Noteć;

– oddziały powstańcze zostały wzmocnione odwodami;

– trzecia okoliczność sprzyjająca powstańcom, to powstańcza obsługa trzech karabinów maszynowych, które pod naporem natarcia nieprzyjaciela nie zdołały się wycofać i uważano je za stracone, a tymczasem obsługi tych karabinów schroniły się w lesie, z którego obserwowali przebieg walk.

Dla powstrzymania natarcia niemieckiego dowódca tego odcinka powstańców – chorąży Czesław Hubert całą swoją siłą uderzył na frontowe kolumny nieprzyjaciela, jednak opór tak przeważających sił nieprzyjaciela spowodował, że natarcie nie powidło się. Pierwsze linie powstańców zaczęły się chwiać, a nawet cofać. Wówczas nieoczekiwanie nieprzyjacielskie kolumny zostały zaatakowanie silnym ogniem maszynowym przez powstańców ukrytych w lesie. Zaskoczone niemieckie kolumny były przekonane, że zaatakował je silny oddział z karabinami maszynowymi, że wpadły w zasadzkę i grozi im odcięcie odwrotu do Wielenia. W szeregach ich powstał niesamowity nieład i chaos. W tej sytuacji ich dowódca dał rozkaz wycofania się, co dodatkowo spotęgowało zamieszanie i Niemcy w zupełnym nieładzie, w panicznym strachu uciekali – głównie w kierunku Noteci, gdzie wielu utonęło, gdyż lód na tej rzece nie był wszędzie odpowiedniej grubości. Niemcy zdołali wycofać swoją artylerię oraz zabrać na wozach swoich rannych. Na polu walki zostało około 100 zabitych Niemców, ale straty powstańców były także dotkliwe.

Po tej zwycięskiej bitwie powstańcy zajęli Wrzeszczynę, a Niemcy od strony Wielenia nie podjęli już działań zbrojnych, wieś Wrzeszczyna pozostała już polską. Wieleń, ówczesna stolica powiatu Wieleńskiego, powróciła do Macierzy na mocy Traktatu Wersalskiego w dniu 18 stycznia 1920 roku, kiedy to do miasta wkroczyły polskie oddziały.

Wkroczenie wojsk do Roska

Foto. Tablica upamiętniająca miejsce śmierci pierwszego powstańca

Foto. Grupa powstańców w Rosku

 

Wspomnienia Zdzisława Orłowskiego

„Początek lutego przyniósł powstańcom nowy etap walk. Pierwsze uderzenie nastąpiło jak się tego spodziewaliśmy z Wielenia i to 2 lutego na wieś Wrzeszczynę, zajmując ją oddziałem względnie małym bo liczącym 150 żołnierzy, ale dobrze uzbrojonym w broń ręczną i maszynową. Dowódca tego odcinka Hubert dobrze zaplanował przeciwnatarcie wysyłając na zajętą wieś 2 oddziały szturmowe. Obydwa oddziały podeszły pod osłoną nocy i lasu. Tego niespodziewanego dwustronnego uderzenia Niemcy nie wytrzymali i w popłochu zaczęli uciekać w kierunku Wielenia. Ponieważ Kostrzewski zamknął im równocześnie szosę, mogli jedynie uciekać w rozproszeniu lasem względnie przez Noteć, która wskutek zamknięcia śluz bardzo szeroko była rozlana i miejscami nie dość mocno zamarznięta wskutek czego się wielu potopiło. Wzięto do niewoli 27 jeńców, zdobyto około 10 karabinów maszynowych, dużą ilość amunicji, jedną kuchnię polową oraz 7 koni.

Nazajutrz dnia 5 lutego już od rana rozpoczęła artyleria niemiecka ostrzeliwać Rosko. Spodziewali się bowiem tutaj głównych polskich sił. Ucierpiała przez to raczej ludność cywilna, natomiast powstańcy nie ponieśli żadnych strat. Spodziewając się niebawem ponownego uderzenia i to siłami głównymi zasiliłem Huberta odwodami, co okazało się w skutkach zbawienne, ponieważ już 7 lutego rano ruszyły, główne siły niemieckie pod osłoną ognia artyleryjskiego na Wrzeszczynę. Przewaga liczebna i ogniowa była tak wielka, że powstańcy już po godzinnej walce musieli Wrzeszczynę opuścić i się wycofać do Roska, a nawet i zachodnią część Roska oddać. Przewaga niemiecka była olbrzymia. Jak później zeznawali jeńcy siły niemieckie składały się z 5 batalionów piechoty, jednej 4-ro działowej baterii, oddziału miotaczy min i oddziału gospodarczego. Był to korpus Bredowa, „Fricorps Bredow”, wszystko razem około 2000 ludzi.”

Jak sam później przyznał Zdzisław Orłowski była to największa bitwa jaką jego wojska stoczyły w czasie powstania. W dodatku bitwa zwycięska, choć we wspomnieniach zapisał, iż  normalnie biorąc nie było o tym mowy, aby się w naszych warunkach powstańczych móc przygniatającej przewadze zwycięsko przeciwstawić. O zwycięstwie powstańców zadecydowały trzy czynniki:

– ukształtowanie i położenie terenu, na którym rozegrała się bitwa,

– nadejście w odpowiednim czasie odwodów,

– ogień z powstańczych karabinów maszynowych, które nie zdoławszy się w porę wycofać pozostały na tyłach wroga.

Polacy odnieśli wielkie zwycięstwo, które jak wspomina Orłowski, Niemcy okupili wielkimi stratami. W zupełnym nieładzie, w panicznym strachu zaczęli Niemcy uciekać na „łeb na szyję”. Jedynie zdołali uratować swoją artylerię, a powstańcy nie mogli odżałować, że jej zdobyć nie mogli. Poza tym władowali na wozy swoich zabitych i rannych. Tym razem i Noteć pochłonęła wielu Niemców, ponieważ lód nie był wszędzie równo gruby. Trudno określić cyfrowo straty nieprzyjacielskie. Na placu boju pozostało blisko 100 zabitych, nie wiadomo zaś ilu poległych zdołali zabrać, wielu znaleziono później w lasach. W każdym jednak razie były to straty bardzo poważne. Nasze straty także nie były małe. Po tej klęsce, która miała miejsce 7 lutego, Niemcy od strony Wielenia żadnych więcej akcji zaczepnych o poważniejszym charakterze nie wszczynali. Wrzeszczyna i Rosko pozostały już w Rękach Polaków i odcinek ten można było uważać za zlikwidowany, jednakże musiał on być mimo to ciągle obsadzony. Jak wynikało z późniejszym wydarzeń właśnie dzień 7 lutego wyznaczony był na generalną ofensywę niemiecką na całej rozciągłości frontu IV Okręgu Wojskowego.

©2026 Koło Ziemi Wieleńskiej TPPW | Powered by SuperbThemes