Walki o Wrzeszczynę w lutym 1919 roku
Rejon Pianówki, aż do wsi Wrzeszczyna był od dnia 9 stycznia 1919 roku obsadzony przez pierwszą kompanię powstańców szamotulskich pod dowództwem chorążego Czesława Huberta.
W drugiej połowie stycznia z inicjatywy strony niemieckiej rozpoczęły się pertraktacje, w których uczestniczył ze strony polskiej Leon Witkowski z Wielenia, a z niemieckiej porucznik von Rossenbach. Obie strony uzgodniły, że w rejonie Wrzeszczyny ustala się pas neutralny, do którego nie będą wkraczać siły zbrojne. Umowę wieleńską zerwali Niemcy, którzy w dniu 2 lutego 1919 roku w sile 125 – 150 żołnierzy dobrze uzbrojonych w broń ręczną i maszynową wkroczyli do Wrzeszczyny, zajmując wieś.
W celu ograniczenia przestrzeni natarcia ze strony niemieckiej ppor. Orłowski spowodował zamknięcie trzech śluz na Noteci na odcinku: Czarnków – Wieleń, zalewając łąki nadnoteckie po prawej stronie (niemieckiej) Noteci, natomiast lewa (polska) strona Noteci, na której stacjonowały polskie oddziały powstańcze nie była narażona zalewem, ponieważ są to tereny wyżej położone, stanowiące dogodne pozycje obronne.
Dowódca tego odcinka – chorąży Czesław Hubert przygotował kontrnatarcie dwoma plutonami, aby odbić zajętą przez oddziały niemieckie wieś Wrzeszczyna. W nocy z 3 na 4 lutego pluton pod dowództwem Rembacza posuwał się wzdłuż toru kolejowego Wieleń Południowy – Goraj i zajął dworzec we Wrzeszczynie, po czym przemieszczając się dalej doszedł do wsi Wrzeszczyna zajmując dominujące wzgórze 95, na którym usadowił jeden ciężki karabin maszynowy z zadaniem wspomagania ogniem natarcia drugiego plutonu pod dowództwem Kostrzewskiego. Dodatkowo pluton Rembacza zajął południowo – zachodni skraj wsi Wrzeszczyna ze stanowiskiem drugiego ciężkiego karabinu maszynowego z zadaniem zamknięcia nieprzyjacielowi odwrotu szosą do Wielenia.
Niemcy skierowali swoje wszystkie siły przeciw natarciu plutonu Rembacza, a niespodziewanie zostali z tyłu zaatakowani przez pluton Kostrzewskiego, który podszedł do Wrzeszczyny wzdłuż szosy Rosko – Wieleń, zamykając równocześnie Niemcom odwrót szosą w kierunku Wielenia. Po trzygodzinnej walce, nieprzyjaciel zaatakowany z dwóch stron, wycofał się w kierunku Noteci. W walce poległo 5 powstańców, 2 zostało ciężko rannych, a 4 lekko rannych. Zdobyto 11 ciężkich karabinów maszynowych, 2 kuchnie polowe, duże ilości amunicji. Do niewoli wzięto 21 jeńców.
5 lutego 1919 roku z samego rana artyleria niemiecka rozpoczęła ostrzeliwanie wsi Rosko, przez co ucierpiała ludność cywilna, natomiast powstańcy nie ponieśli żadnych strat. Niemiecki ostrzał artyleryjski był sygnałem przygotowania ponownego uderzenia, dlatego Zdzisław Orłowski zasilił oddział Czesława Huberta dodatkowymi powstańcami. Dnia 7 lutego 1919 roku wojska niemieckie pod osłoną ognia artyleryjskiego ruszyły z kierunku Wielenia na Wrzeszczynę. Przewaga liczebna i ogniowa była tak wielka, że powstańcy już po godzinnej walce musieli się wycofać z Wrzeszczyny do Roska. Jak podaje Zdzisław Orłowski przewaga niemiecka była olbrzymia, co potwierdziły później zeznania jeńców niemieckich. Potwierdzili oni, że w natarciu uczestniczyły 3 bataliony piechoty, jedna czterodziałowa bateria artylerii, oddział miotaczy min oraz oddział gospodarczy. Był to korpus ,,Freicorps Bredow” – w sumie około 2000 ludzi.
Dowódca odcinka czarnkowskiego Zdzisław Orłowski stwierdza, że przeciwstawienie się powstańców tak silnemu nieprzyjacielowi nie dawało żadnych szans powodzenia. Okazało się jednak, że wystąpiły dla powstańców okoliczności, które dawały pewne szanse podjęcia zwycięskiej walki, a mianowicie:
– główne siły niemieckie zostały rozciągnięte w kolumnach marszowych z artylerią ze swoimi sześciokonnymi zaprzęgami na długości 0,5 km, a rozwinięcie tych oddziałów w odpowiednie szyki bojowe było utrudnione, gdyż z jednej strony mieli wielkie lasy, do których bali się wkroczyć, z drugiej zaś strony rozwinięcie ograniczała rzeka Noteć;
– oddziały powstańcze zostały wzmocnione odwodami;
– trzecia okoliczność sprzyjająca powstańcom, to powstańcza obsługa trzech karabinów maszynowych, które pod naporem natarcia nieprzyjaciela nie zdołały się wycofać i uważano je za stracone, a tymczasem obsługi tych karabinów schroniły się w lesie, z którego obserwowali przebieg walk.
Dla powstrzymania natarcia niemieckiego dowódca tego odcinka powstańców – chorąży Czesław Hubert całą swoją siłą uderzył na frontowe kolumny nieprzyjaciela, jednak opór tak przeważających sił nieprzyjaciela spowodował, że natarcie nie powidło się. Pierwsze linie powstańców zaczęły się chwiać, a nawet cofać. Wówczas nieoczekiwanie nieprzyjacielskie kolumny zostały zaatakowanie silnym ogniem maszynowym przez powstańców ukrytych w lesie. Zaskoczone niemieckie kolumny były przekonane, że zaatakował je silny oddział z karabinami maszynowymi, że wpadły w zasadzkę i grozi im odcięcie odwrotu do Wielenia. W szeregach ich powstał niesamowity nieład i chaos. W tej sytuacji ich dowódca dał rozkaz wycofania się, co dodatkowo spotęgowało zamieszanie i Niemcy w zupełnym nieładzie, w panicznym strachu uciekali – głównie w kierunku Noteci, gdzie wielu utonęło, gdyż lód na tej rzece nie był wszędzie odpowiedniej grubości. Niemcy zdołali wycofać swoją artylerię oraz zabrać na wozach swoich rannych. Na polu walki zostało około 100 zabitych Niemców, ale straty powstańców były także dotkliwe.
Po tej zwycięskiej bitwie powstańcy zajęli Wrzeszczynę, a Niemcy od strony Wielenia nie podjęli już działań zbrojnych, wieś Wrzeszczyna pozostała już polską. Wieleń, ówczesna stolica powiatu Wieleńskiego, powróciła do Macierzy na mocy Traktatu Wersalskiego w dniu 18 stycznia 1920 roku, kiedy to do miasta wkroczyły polskie oddziały.
Materiał opracowany na podstawie publikacji Władysława Pilawskiego ,,Ziemia Czarnkowska w walce o wolność 1918-1919” Czarnków 2003r.

Opis bitwy o Wrzeszczynę
Relacja Chryzostoma Góździa pochodzącego z Wrzeszczyny, spisana w 1958 roku i skonsultowana przez byłego sierżanta Hieronima Bombelczyka: „We wtorek 4 lutego 1919 roku Niemcy niespodziewanie zajęli Wrzeszczynę, wystawiając posterunki i gniazda ciężkich karabinów maszynowych (ckm). W tej sytuacji Karol Suhr wymknął się z wioski, żeby powiadomić komendanturę Powstańców stacjonującą w Rosku zaistniałej sytuacji. Podjęto natychmiastowe działania i wysłano na odsiecz dwa silne plutony Powstańców Wielkopolskich, wśród których znaleźli się także miejscowi Powstańcy, zaprzysiężeni na terenie plebanii w Rosku. Pierwszym plutonem dowodził sierżant Hieronim Bombelczyk, a drugim Andrzej Buśko. Wieś została okrążona i to w taki sposób, że zamknięto Niemcom drogę odwrotu. Na umówiony znak obydwa plutony równocześnie ruszyły do szturmu. Niemcy byli całkowicie zaskoczeni. Mając zamkniętą drogę odwrotu do Wielenia, zaczęli uciekać przez Dolinę Noteci, żeby przedostać się na drugą – niemiecką stronę. Niemcy po drugiej stronie Noteci byli przekonani, że to Polacy zdobywszy Wrzeszczynę, postanowili przejść zamarzniętą rzekę i ich zaatakować. Zaczęli strzelać do rodaków, a i Powstańcy nie szczędzili im ognia. Niemcy ponieśli ogromne straty. Łupem Powstańców padło 7 ciężkich karabinów maszynowych, 2 wozy amunicji, kuchnia polowa z zaprzęgiem, 1 wóz prowiantu, 1 koń wierzchowy, 6 koni pociągowych, 37 karabinów ręcznych i 21 Niemców wzięto do niewoli. Z tej zdobyczy 4 konie pociągowe i 1 konia wierzchowego przekazano do baonu w Lubaszu. Ponieważ krążyła wersja, że Niemcy pomszczą poniesioną klęskę i zaatakują Rosko pociągiem pancernym, postanowiono rozkręcić tory kolejowe za dworcem w Rosku w kierunku Wrzeszczyny. I rzeczywiście już w godzinach rannych w piątek 7 lutego 1919 roku Niemcy w sile około 1800 – 2000 żołnierzy, przechodząc opustoszałą Wrzeszczynę zaatakowali Rosko, mając w zamiarze zdobyć Czarnków oraz zaatakować skutecznie Chodzież. O zbliżających się siłach niemieckich powiadomiły wystawione posterunki. Dowództwo natychmiast przystąpiło do zorganizowanej obrony. Rozgorzała straszna i ciężka walka. Na zdobycie za wszelką cenę Roska Niemcy użyli artylerii, którą mieli ustawioną po drugiej stronie Noteci na terenie Niemiec. W wyniku ostrzału artyleryjskiego została spalona stodoła Stanisława Gapskiego. Niemcy z trzech stron zaciekle atakowali, posuwając się w głąb wioski, aż do gospodarstwa gospodarza Lumy. Niemcy posuwając się w głąb wioski rabowali i okradali polskich gospodarzy, zabijając kury, wyprowadzali konie i powózki. Na podwórzach gospodarzy zamordowali Drajewskiego i Andrzeja Sowę. Niemcy zaciekle szturmowali do godziny około 17.30. Wielkim wysiłkiem udało się Powstańcom odeprzeć atak. Jeden z starszych Powstańców niespodziewanie zaczął głośno krzyczeć huraaa ! Okrzyk ten podjęli pozostali Polacy. Był na tyle doniosły, że Niemcy odebrali go jako zwiastun nadciągającej pomocy dla Powstańców. Popadli w popłoch i rozpoczęli szybki odwrót, zabierając rannych i zabitych. W bitwie o Rosko Niemcy doznali poważnych strat i nie podjęli już kolejnych prób sforsowania tej linii obrony. W bitwie o Rosko bardzo ważną rolę odegrał Franciszek Wieczorek obsługujący ckm przy figurze – krzyżu, na skrzyżowaniu dróg Mężyk – Wrzeszczyna Wybudowanie – powstrzymując ataki, mając dobre pole obstrzału na całą lewą flankę. Na podkreślenie zasługuje też młoda dziewczyna Agata Fręśko (żaden mężczyzna nie miał odwagi), która pod silnym obstrzałem z poprzestrzelaną bluzką, czołgając się donosiła amunicję i wodę do chłodzenia ckm. Franciszek Wieczorek podczas bitwy został ranny. Po przewiezieniu do szpitala w Czarnkowie zmarł. W tej bitwie zginęło 7-miu Powstańców, których pochowano w wspólnej mogile na cmentarzu przy kościele parafialnym w Rosku…”.
Pamiętajmy o bohaterskich Powstańcach Wielkopolskich, którym zawdzięczamy powrót ziemi wieleńskiej w granice wolnej Polski.
Na zawsze pozostaną w naszej pamięci!
Opis sporządził na podstawie źródła z Archiwum Powstania Wielkopolskiego w Poznaniu M. Nawrot.